Socjopatka.plpatrz szerzej, bo możesz więcej.

Nie umiem pisać w bałaganie

2015-11-29 · Dagmara Sobczak

Wiem, że każdy z Was, kto udziela się w Internetach; czy to na blogu, czy videoblogu, napotyka w pewnym momencie na ścianę. Ścianę, którą prędzej, czy później trzeba zburzyć, aby iść dalej. Iść naprzód.

Życie realne pochłonęło mnie do reszty. Wessało i nie chce puścić. A ja przecież mam jeszcze tyle do zrobienia w Internecie.

I tu nie chodzi o wypalenie. Nie chodzi też o to, że brak mi pomysłów. Bardziej oscylowałabym wokół braku czasu, ale to też nie do końca to. Po prostu jestem zmęczona. Cholernie zmęczona problemami życia codziennego, które zabierają mi siłę do pisania tutaj. Mimo, że bardzo chcę i tego potrzebuję. Nie mogę. Bo muszę odespać, odstresować i odreagować. Najlepiej nie myśląc. Mimo, że powinnam obmyśleć jakiś plan na to wszystko.

Więc dziś wykonuje pierwszy cios w stronę wyburzenia tej ściany, która odgradza mnie od tego co jest dla mnie ważne.

I opowiem Wam o moich wymówkach, które jak tak samo głupie wydają się dla Was, dla mnie są tak samo ważne i poważne:

  1. Nie umiem pisać w bałaganie – serio. Rozprasza mnie dosłownie wszystko. Kurz na półkach, brudna podłoga, jak i nie wyniesione brudne naczynia. Sterta ubrań czekająca na wypranie, nieugotowany obiad, niepodlane kwiaty. Dokładnie wszystko na co spojrzę, a prosi się o wykonanie jakiejś czynności wokół tego. Mimo, że nie jestem perfekcjonistką, ani pedantką. Więc nie stworzę tekstu, dopóki moja przestrzeń nie będzie względnie czysta.
  2.  Nie napiszę posta kiedy jestem zmęczona- bo przecież nie będzie pełnowartościowy. Nie dam mu wszystkiego tego co przecież mogłabym mu dać, gdybym tylko była rześka, wypoczęta i do tego w pełni skoncentrowana. Niby tak. Teoria, teorią, jednak 80% moich postów jak się dobrze przyjrzeć wstecz, pisanych było w mniejszym, bądź większym zmęczeniu. Co więcej, przyznam się niechętnie, że jeszcze nie powstał post, z którego byłabym zadowolona w 100%. W każdym widzę mniejsze, bądź większe niedociągnięcia. Ale karawana jedzie dalej. Aż kiedyś usiądę po napisaniu jednego z wielu tekstu i powiem: to jest zajebiste!
  3. Nie będę pisać w złości- w różnych stanach emocjonalnych przyszło mi tworzyć już posty. Nie ukrywam, że w złości też fajnie się pisze- przecież właśnie na tym, buduje się prawdziwe pamiętniki. Ale dla bloga zbyt dużo emocji to też zgubna droga. W najlepszym wypadku brzmią jak pisane przez emocjonalnego wariata, a w najgorszym stajesz się mało wiarygodny, a wszyscy się od Ciebie odwracają. W szczególności Ci mniej empatyczni, którzy przecież emocji żadnych nie przeżywają. Bo są zbyt poważni. A Ci mądrzejsi przymkną oko, bo wiedzą, że gorsze dni zdarzają się każdemu.
  4. Nie usiądę do pisania bez pomysłu, o czym mogłabym napisać- bo przecież szkoda czasu. Bo przecież, jeżeli nie wiem o czym napisać to nic nie napiszę. Nagle nic nie przyjdzie mi do głowy, a nawet jeśli to będzie to na pewno strasznie słabe i bez wyrazu. Bo pisane na siłę.
  5. Czasem temat na posta, to też za mało, żeby zacząć pisać- no dobra. Masz już pomysł na tekst, nawet tytuł już  jakoś brzmi, ale za cholerę nie wiesz jak go ugryźć. Od czego zacząć, z której strony go przedstawić, jaką dać puentę. I dla mnie to jest straszna katorga. Bo nad tym jak ująć temat schodzi mi najwięcej czasu. Z której strony przedstawić dany problem. Ale jak mniej więcej mam już w głowie ułożony szkic to potem jakoś idzie, a końcówka zazwyczaj powstaje mi w połowie pisania tekstu.
  6. Nie napiszę tekstu, bo nie mam dobrego zdjęcia- co z tego, że dziś usiądę i napiszę skoro nie mam dobrego zdjęcia do danego tematu. Ile można wstawiać zdjęcia swojej mordy. Ona zresztą też nie do wszystkiego pasuje. I tak mam siedzieć i przeglądać moje albumy w poszukiwaniu czegoś. Czego?

Prawda jednak leży gdzieś pośrodku, bo nigdy nie wiesz kiedy powstanie wartościowy post, który pójdzie w Internet przekazywany z rąk do rąk. Nigdy nie wiesz, czy to będzie ten nad którym pracujesz od miesiąca, czy może ten który piszesz dziś na kolanie.

Bo czasem zmęczenie nie jest żadną przeszkodą, a złość pozwala nacechować emocjonalnie tekst w taki sposób, że ludzie utożsamiają się z nim, jakby czytali o swoich doświadczeniach. A brak pomysłu, w moment może przerodzić się w pomysł, jeśli tylko usiądziemy sobie i powiemy: no to pisz! Czasem naprawdę wystarczy powiedzieć do swojego umysłu: otwórz się, a ten w czarodziejski sposób sypie pomysłami jak z rękawa.

Na przykład ten post. Jest idealnym przykładem zmęczenia, braku pomysłu, braku zdjecia i braku chęci. Jest próbą przerwania mojego trwającego ponad tydzień wylogowania się do życia.

A powstał i właśnie zaczyna żyć własnym życiem. Puszczony w obieg.