Kiedy stajesz się dobrym blogerem?
Nie ważne, czy bloga prowadzisz od dawna, czy od kilku tygodni.
Nie ważne, czy piszesz do szuflady odkąd pamiętasz, czy dopiero zaczynasz swoją drogę ze słowami.
Nie ważne, czy masz 1 czytelnika, czy 50 tysięcy unikalnych użytkowników.
Nie ma znaczenia, czy masz własną domenę z własnym płatnym szablonem, czy może jesteś na czyimś i korzystasz z darmówki.
Nie ważne, czy piszesz poprawnie stylistycznie i gramatycznie, czy może walisz byki jeden za drugim, nie zastanawiając się, gdzie powinien stać przecinek.
Nie istotne, czy piszesz regularnie dużą ilość tekstów, czy tylko wtedy gdy najdzie Cię ochota, choćby to miało być raz na miesiąc.
Nie ma znaczenia, czy dbasz o dobre SEO, czy nie.
Nie ważne, czy masz konta na wszystkich społecznościówkach i skrupulatnie je prowadzisz, czy może masz na to wywalone.
To wszystko jest bez znaczenia.
Dobrym blogerem stajesz się w dniu, w którym zaczynasz komuś przeszkadzać.
Kiedy Twoje słowa komuś bardzo nie leżą. Kiedy ktoś sugeruje Ci skasowanie tego, czy tamtego, bo takie ma „widzi mi się”. Bo Twoja opinia mu nie pasuje. Taki ktoś chce mieć nad Tobą kontrolę i mówić Ci co masz prawo myśleć i co masz prawo mówić. Nigdy się nie tłumacz z wypowiedzianych słów, bo masz do tego prawo.
Każdy dodatkowy hejter świadczy o tym, że jesteś coraz wyżej w blogosferze- więc nie bój się ich. Oni muszą istnieć, żebyś Ty mógł dalej robić swoje.
Wiem, że wielu z Was nie radzi sobie z krytyką na blogach.
Wielu z Was, także tej krytyki nigdy nie doświadczyło. I to jest post dla Was.
Nie martwcie się hejterami. Byli, są i będą. Dzięki nim możecie tylko wznosić się wyżej, skacząc im przy tym po głowach.
To całe jęczenie ma tylko dwa podłoża: albo brak wykształcenia i obycia życiowego (są blogerzy, którzy przeprowadzali badania na temat swoich hejterów i choć nie były one reprezentatywne-za każdym razem badane osoby nie grzeszyły inteligencją), albo czysto ludzka zazdrość i zawiść. Nic więcej. Więc czego tu się bać?
Pamiętaj więc, zawsze jesteś ponad hejterem, bo to on ma problem z Tobą, a nie Ty z nim. 😉