Zimowa stylizacja
Szatan zawładnął moim blogiem.
Jak wiecie, szafiarskie posty to nie jest mój konik. To nie jest nawet coś co czuję i z czym chciałabym być kojarzona. Ale. No właśnie, jest pewne ale. Idę za głosem tłumu i tak jak zasugerowała mi LosGrafikos tworzę ten post, nie do końca pewna co z tego wyjdzie. Odważyłabym się nawet powiedzieć, że mega przerażona, bo zupełnie się na tym nie znam.
Wiecie, ja nawet nie przeglądam blogów szafiarskich. Nie mam takiej potrzeby, więc nie mam zielonego pojęcia jak tworzy się takie posty. Co nie zmienia faktu, że uwielbiam modę i zabawy nią. Uważam, że tylko zbyt poważni ludzie podchodzą do tego tematu surowo. Ci, którzy boją się opinii innych i chcą zniknąć w tłumie. Ja nie chcę! Dlatego noszę to co lubię. Swoje rzeczy kupuje wszędzie, gdzie popadnie. Od sklepów polskich projektantów, po second-handy. Po prostu muszą mi się spodobać. I nie podążam ślepo za modą. Korzystam z niej na tyle, na ile moja wewnętrzna estetyka mi pozwala.
To tak gwoli ścisłości, żebyście nie pomyśleli, że totalnie zmieniam wizerunek bloga. Na funpage Wasze głosy odnośnie tego wpisu również były na tak. Więc bardzo proszę, macie i delektujcie się tym co jest.
Wybrałam dla Was stylizację jak najbardziej zimową, no bo przecież taki mamy właśnie klimat. Jest to jedna z moich ulubionych stylizacji, w której dobrze się czuję i chodzę na co dzień.
Podstawą jest w niej: wygoda, ciepło i uliczny look.
Kurtka: obwoźny targ
Szal: prezent
Czapka: sportowy sklep w Londynie
Legginsy: Lidl
Rękawiczki: Terranova
Buty: Zych&Staszewski
Torba: Nike
Okulary: Prada
Pies: Klinika Weterynaryjna Jacka Szulca w Zgierzu
Jeżeli spodobało Wam się, a być może zainspirowało to co tu zobaczyliście, zapraszam na mojego Instagrama. Tam, raz w tygodniu pojawi się zdjęcie otagowane hasztagiem (moim prywatnym, jak na razie) #stylizacjazpsem. Nie oczekujcie jednak, że stylizacje będą za każdym razem poważne! ;). Natomiast zawsze będzie ze mną mój psiak i tego możecie być pewni.